w ramionach nocy
szukam ukojenia
dla duszy
rozedrganej
i serca
osamotnionego
słony żal
płynie
strumieniem
wspomnień
atramentem łez
zapisuję
ból
przeszywający
pustkę
po Tobie, przyjacielu
odszedłeś bez słowa
zostawiając
perły na nici
wspomnień
nanizane
a przecież mieliśmy
do pogadania
nauczyłeś mnie
jak patrzeć
by dostrzegać
radość i ból
płacz i śmiech
dobro i zło
a teraz widzę
tylko
biało-czarny
strach
że świat bez Ciebie
nie będzie
już taki sam
- Andrzejku,
dziękuję Ci za wszystko -
cisza
krzyczy
upadła
majaczącym
szeptem
oddycha
jak
spokojny ptak
na gałęzi
kruchej
milczy
słysząc
echo prawdy
donośnie
drąży
kręte
ścieżki życia
nurt
nocnej samotności
porywa tłum
wpatrzonych
w okna
srebrzące się
pyłem gwiazd
szlochających
w obłoki poduszek
bez szansy
na sen
oplata ich myślą
niekończącą się
wraz ze świtaniem
ślepo
skręcasz
w nicość
w odcieniach
szarości
przeszukując
bagno
swego istnienia
zatracony
w barwach
najgłębszej czerni
rozdzierasz
światło
na strzępy
pogrzebany
w smutku
bezkresnym
za życia
śmiercią
obdarowany
dłonie do piersi
przyciskasz
nie mogąc
powstrzymać
krwawienia
duszy
mów do mnie dotykiem ust
czułym
warg muśnięciem
szeptem
maluj krajobrazy
wysp szczęśliwych
tętniących
pod powiekami
otul ramieniem
pragnienie
drżące
uspokój duszę
sobą
wybrała się
w podróż
dookoła życia
samotna
w zgrzebnej sukni
zbierała
żniwo dusz
zostawiając
krwawiące serca
na ziemi
tam
gdzie pamięć
płonie
w listopadowym
chłodzie