mentalne siniaki
obolałej duszy
spływają
po policzkach
solą rany
przyprawiając
nie pomaga
namalowany czerwienią
uśmiech
w kącikach
skrzy się
tylko bólem
wyostrzając wzrok
na to co
niezauważalne
w pękniętym lustrze
duszy
jak w krzywym
zwierciadle
przegląda się szczęście
mieszane z łzami
szaleństwo
przydepnięte rutyną
i czas
uciekający
przed marzeniem
w pułapce kłamstw
miłość uwięziona
nie ma szans
na widzenie
przyszłości
pętla słów
niepasujących
do siebie
zaciska krtań
niemocą
prawdy
palcami badam
wypukłości czasu
cisza
słońce
odbija się w oczach
przestrzeni
wiatr rozwiewa
myśli egzystencji
gaśnie światło
w człowieku
ulatują cechy
zupełnie
niezakorzenione
w najgłębszym
zakątku serca
cisza
podlicza straty
sama musi zdecydować
czy warto dalej
żyć
między
ścianą a ścianą
życie
zamiera powoli
zabijane
rutyną dnia
i nocą
bez snu
między
sufitem a podłogą
kłębią się
myśli
walczące z wiatrakami
frustracji
między
oknem a drzwiami
w pośpiechu
uciekają
kolejne oddechy
bez szans
na powrót
do życia
przeznaczenie
wciąga
jak hazard
w ruletce życia
coraz większe
stawki
przegrywają
nawet
wytrawni gracze
blef goni blef
pokerowa twarz
to za mało
by przechytrzyć
los
myśli
fastrygą luźno
powiązane
rwą się
jedna po drugiej
na słowa
pojedyncze
bez znaczenia
wpadają w błoto
zapomniane
zadeptane