za kratami duszy
cierpi rozum
uwięziony
między
uderzeniami serca
a kolejnym oddechem
myśli krążą
pomiędzy
warg muśnięciem
a dotykiem czułym
w kajdanach
słów niezapomnianych
a tych niewypowiedzianych
uczucia gasną
w oczach
chcę
uprościć życie
aby
przeżyć trudną
sztukę
umierania
nadziei
nie słyszeć
krzykliwej
prawdy
pośród tłumów
rozdawać
kawałeczki serca
jak iluzjonista
magię
nie biorąc
od wolności
podatku
noc
jest kochankiem
doskonałym
muśnięciem wiatru
zrywa
satynowy wstyd
w płomieniach świec
igrają zmysły
rozpalone
do granic rozsądku
gubiąc nagość
aż do świtu
znalazłam ślad
niepamięci
okruch szczęścia
muśnięty turkusem
zaklęty
w kamieniu
skrawek uczucia
złamany
perłami łez
nad przepaścią bezradności
zawisło sumienie
w pół kroku
w pół oddechu
w pół chwili
zamarło
w bezruchu
między dobrem a złem
nieskalane myślą
sumienie czyste
bo nieużywane
gorycz kolejnej kawy
zaczernia duszę
kropla
po kropli
zatruwa bezsennością
płynącą w żyłach
do świtu
wierszem
kłuje oczy
do łez zachwytu
uśmiechu smutkiem
malowanego
odmierza czas
szelestem
pożółkłych stron
pachnących fiołkiem
wstrzymałam oddech
na chwilę
na dzień
na jedno słowo
niedopowiedziane
w ciszy
zawisła myśli
pajęczyna
utkana
z nocy i dni
zawiązała
pustkę
na gordyjski supeł
strachem
paraliżując skronie