pochmurniało niebo
w twoich oczach
już trudno
w nich dostrzec
moje odbicie
tuszuję rzęsy
by odnaleźć iskierki
których blask
gaśnie co dnia
za słoną powłoką
szukam malinowego uśmiechu
ale pozostał
tylko grymas
zarysowany zmarszczką
lodowe płatki
spadały z nieba
tnąc powietrze
mroźnym podmuchem
wtulona w drzewo
szukałam ciepła ramion
ale szorska kora
przebiła marzeń puch
rzeczywistość
była mroźna
płomienie
iskrzące w kominku
nie rozgrzały duszy
rozpaliły
tylko ciała
nic nie leczy
wspomnień
tak jak pragnienie
zapomnienia
przeskoczyłam
mur spojrzeń
by poczuć wolność
na skrzydłach ramion
uniosłam duszę
ponad konwenanse
tłumu
przecinając powietrze
pofrunęłam w ciszę
by odnaleźć siebie
uwięzieni
w sidłach losu
codziennie
wybieramy kolejne
cele do odsiadki
w izolatce
wydrapują na ścianach
rysy wspomnień
w tłumie
szukamy promieni słońca
odbitych w twarzach
tych co na straży
w karcerze
sylwetki tych co odeszli
odbijają się
od kraty do drzwi
czekają na wolność
duszy zakutej
w kajdanach myśli
zapatrzeni w dal
w milczeniu
zbieramy myśli
pogubione
na cmentarzysku
zdarzeń dawnych
w garści ściskając
okruchy spadające
w próżnię codzienności
tropimy nadzieję
pewnym krokiem
przemierzasz
próżnię tłumu
w poszukiwaniu
człowieka
sensu
celu
pokonują kilometry
zobojętnienia
mijając kolejne
twarze
dusze
myśli
zdzierają maski
by przejrzeć
na oczy
w oknie samotności
noc odchodzi
w stronę księżyca
powoli
mijając godziny
pełne rozczarowań
minuty radości
i sekundy szczęścia
zapamiętane
na zawsze