stąd daleko
do uśmiechu
rozlany
dzban nektaru
na podłodze
potłuczone szkło
kusi los
by zranić
ambrozja
w okruchach
tańczy natchniona
choć muzyka
przestała już grać
nie przebijesz
kamienia smutku
choćbyś chciał
usiadła przy oknie
wpatrzona w kroki
tych co po drugiej
stronie życia
liczyła
upływający czas
w kawiarni
tętnił gwar
półszeptów
czułości i śmiechu
zamówiła kawę
przewijała twarze
ukryte pod powiekami
wspomnień
pisząc w myślach
sens kolejnych
samotności
posłodziła
swoje gorzkie życie
dwiema łyżeczkami cukru
ściskając w dłoniach
porcelany biel
piła kolejne dni
w milczeniu
tak łatwo stracić
wiarę w słowa
zapisane szeptem
wyryte w pamięci
czułości piórem
gdy wysycha
atrament uczuć
stają się ostre
jak brzytwa
zadają ból
stając się zwykłym
kłamstwem
cisza
jak lawina
spadła z hukiem
niszcząc wszystko
zabrała
śmiech
ból
i strach
kamieniami lodu
przykryła szczęście
zdzierając duszę
do krwi
milczenie
szczypie jak balsam
przynosi ukojenie
budując
barykadę wokół serca
ulepiona
z marzeń
z wiatru zdarzeń
wyrzeźbiona
rozpalona
żarem gniewu
roześmiana
blaskiem nieba
rozkłada skrzydła
wędruje do celu
rozbija powietrze
poszukuje lądu
miejsca
wolności
na przystanku świat
miłość
to niebezpieczny
fundament
budujesz na nim
dom ze szklanych cegieł
wytapetowany marzeniami
i pielęgnujesz
ogród słów
rzucanych na wiatr
miłość
to niebezpieczny
fundament
wystarczy chwila
by z drobiazgu
rozpętał się huragan
jednym podmuchem
zostawi zgliszcza
szkłem porani duszę
i odejdzie
miłość
to niebezpieczny
fundament
nie przynosi zysku
duszę ukrytą
w szczelnej skorupie
rozumu
rozsadził ból
popękana
kruszy się
rozpada
gubi słowa
rozsypuje myśli
między
drobinami uczuć
snuje się
między
nocą a dniem
bez celu