z niepewnością
niezdarnie i powoli
opuszczając samotność
warto posłuchać
co mówią
do nas
minione chwile
szelest
przewracanych stron
gasnące
myśli jak światła
zamknięte
w kloszach lamp
nadbagaż przykrych
wspomnień
jak garb uwiera
dlatego niełatwo
zacząć czas
od zera
uciekamy od szumu
w pędzącym tłumie
na refleksję
nie mamy czasu
nie ma mowy
o zadumie
my współcześni
niewolnicy
zagonieni
zawsze
przegrywamy
wyścig z czasem
powłoka
chmur spowiła
gwiazdy
gdzieś w dali
jedna spada na ziemię
spełniając marzenie
i czeka
na upragnione
szczęście
marzenie
pozostaje niespełnione
zamiast się śmiać
płacze najczęściej
mrok wieczorny
słońce już znika
łza w oku
i lampka
czerwonego wina
nie lubię żyć w dzień
ostre rysy
skamieniałych twarzy
ranią duszę
zatracone
w pośpiechu myśli
gubią sens
kolejnych dni
nocą twarze łagodnieją
zamazane kontury
ludzkiej namiętności
nabierają kształtów
w ciszy
oczy błyszczą
wtedy łatwiej żyć
szara codzienność
bez sensu i celu
puste ściany
obdarte czasem
samotność
na fotelu smutku
oparta cierpieniem
kołysana żalem pustka
dziura w sercu
cerowana nadzieją
bezradność
kamienny krąg myśli
wieczna nicość
smak popiołu
w ustach
cienie znikną
upadłe i płytkie
bez głębi
jak ten pusty świat
co zniknie
jak powietrze
z dnia na dzień
zlodowaciała
mi dusza
szept
nie wydrąży
w niej ścieżki
powrotu
krzyk
nie rozbije
twardej skorupy
uczuć
płacz
nie rozpuści
pamięci
skamieniała
tyle myśli
nieposkładanych
tyle suchych łez
spływających
po policzku
niby to niewiele
prawie nic
a jednak
rzeczywistość
życie smutnym
westchnieniem
marzenia
źródło wyczerpane
wolność
nigdy się nie spełnia
nadzieja
pustym sloganem
ona cię dopadnie
i nikomu
nie odpuści