zamykam oczy
by nie zgubić myśli
dręczących skronie
pod powiekami
maszerują słowa
ustawiają się w kolejce
jedne po drugich
by spłynąć
doliną łez
zamykam oczy
by nie widzieć
bólu
samotność
wtulona w fotel
pocieszenia
szuka w deszczu
nie oczekuje
wsparcia
a słowa
ukrywa w wierszu
twarz zasłania
chmurami
gdy jest
jej smutno
każdy jest sam
ale we dwoje
łatwiej to znieść
gdy pustka
nabiera rozmachu
brakuje rąk
by się objąć
cisza krzyczy
ostatnim tchnieniem
oddalając się
tylko o krok
odebrane nadzieje
oblepiają niemocą
skrzydła duszy
coraz trudniej
złapać oddech
pozbierać myśli
zrobić krok do przodu
coraz trudniej
wznieść się
ponad codzienność
każdy świt
przynosi
niepewność zmierzchu
niepogodzona
z każdym kolejnym
dniem obojętności
oddala się
od samej siebie
od powiekami
skrywa obrazy
niepamięci
akwarelą
płyną w romanse
pastelą
szkicowane uczucia
gasną
by zginąć
przytłoczone
ciężarem tempery
rzczywistości
odchodząc od siebie
w szaktule myśli
zamknęła
strzępy serca
okruchy bólu
po których
zostaną po latach
rubiny
smutnych łez
przysiadłam
obok nocy
zbieram myśli
rozrzucone
między tobą a mną
zapatrzona w niebo
szukam wspomnień
które wypełnią pustkę
zostawią ślad
na urwanej drodze
wyznaczą
nowy kierunek
bólu tętniącego
w skroniach
mijamy się
z cieniami świata
obdarte
czasem dnia
kołysane żalem
z dziurą w sercu
cerowaną nadzieją
codziennie upadłe
płytkie
bez głębi
puste
jak ten świat
słowa
podnoszą
głowę wysoko
na bezradność
kamienny
krąg myśli
wieczna nicość
umieramy każdego
dnia powoli