tęsknota
ma błękitny odcień
twoich oczu
pod powiekami
rysuje kształt
ramion otwartych
rozkołysanych
ciszą nocy
myśli
ubiera w słowa
zrzucając wstyd
z nagich ciał
gdzieś
pomiędzy teraz
a wspomnieniem
dusza zaczyna
wędrówkę
ku tobie
zawieszona
między snem
a jawą
szukam ukojenia
pozorna cisza nocy
potęguje spokój
gęsty
męczący
pod powiekami
galopują myśli
szukają rozwiązań
placzą gesty
świt
podrzuca
kolejne godziny
czas
stanął w miejscu
i trwa
od wczoraj
uciekam w jutro
nudne godziny
nie mają końca
czekanie
odliczanie
trwanie
opuszczam dzisiaj
by nie stać
w miejscu
na granicy
samotności
zostają
tylko myśli
wystrojone
w ciszę
szykują się
na wieczór
tańczą w rytm
spadających gwiazd
wdeptując w ziemię
krople łez
nocą najlepiej
mówić z księżycem
to przyjaciel
który nie zdradzi
zachowa tajemnice
aż do świtu
by z pierwszą gwiazdą
wrócić z radą
aksamit czerni
otula skronie
w ciszy
lepiej się myśli
srebrne ramiona
przynoszą ukojenie
w tajemnicy
jest siła ciszy
niewyobrażalnej
spotęgowana
mocą słów
niewypowiedzianych
nabiera znaczenia
z każdą chwilą
troski
milczenie
jak twierdza
niezdobyta
musi się zbroić
każdego dnia
rozbiłam dzień
na atomy
dobra i zła
drogowskazy słów
prowadzą nas
krętą ścieżką
od nocy do świtu
w czasoprzestrzeni
myśli roztargnionych
krążą na orbicie
zdarzeń
szukając drogi
prostej
bez złudzeń
nabierają
innego znaczenia