spaceruję brzegiem myśli
wzburzonych
jak morze
po nocnej burzy
w sieci wyrzeczeń
splątane słowa
utknęły
jak zapomniany
w butelce list
wezbrane fale
unoszą je
i topią
na dnie
będą bezpieczne
chciałam oddać zapomnieniu
wszystkie moje złudzenia
unicestwić
a może spalić
karty zapisane
goryczą i złością
smutkiem i tęsknotą
miłością
podążać za myślą
przerwać jej istnienie
gdy zabraknie
kart zapisanych
bezsilnością
żalem
i łez kroplami
nastąpi unicestwienie
bezszelestnie
pnie się
po konarach życia
chroni
przed deszczem
tuli
przed chłodem
wskazuje
promienie słońca
raz jest królem
raz błaznem
stańczykiem rzeczywistości
marzenia
skrzypią wiekiem skrzyni
w babcinych koronkach
ukryta kobiecość
nieśmiało rozwiązuje
romantyczne listy
pachnące lawendą
niecierpliwe kroki
wystukują rytm
lipowej alei
w licowym słońcu
i tylko zamek
zardzewiały
nie chce ich uwolnić
zamknięte na strychu
niespełnione
kuszą obietnicą
poznania
zgraną talią
pasjans życia
najlepiej
wychodzi nocą
doświadczenie
zbija szalone pomysły
pragmatyzmem
codzienności
dama kier
usypia czujność
króla pik
bez sentymentu
stawia wszystko
na jedną kartę
cierpliwość
jest jej
największym asem
bezpowrotnie mierzę czas
dni wspólnie
przemilczanych
przede mną mrok
za mną nicość
przepaść i niewiadoma
zamykam okno duszy
wiatr kołysze
krzyki dnia
noc wygasza światła
w pustym mieście
bez nadziei
na niebie nie ma gwiazd
tylko uszy
ścian słuchają
okruchów naszych szeptów
pustka
wypełniona po brzegi
nadzieją
nie brzęczy już tak fałszywie
jak ostatnia szansa
od losu