na krawędzi
snu i jawy
przychodzą
do nas
marzenia
choć
rozmazane
za pajęczą nicią
myśli i obrazów
prawdziwe
stają się
tuż
pod powieką
wystarczy
otworzyć oczy
nocą
przed lustrem
zmywamy
codzienny makijaż
trosk
zmęczeniem
oko przydymione
i uśmiech
czerwienią malowany
twarz bez barw
wyblakła
od słońca
nabiera
charakteru
w świetle księżyca
wtedy
może być sobą
zaczytałam się
w tobie
na dobre
jak w powieści
gdzie
strona po stronie
życie płynie
ciekawe
zaczytałam się
w tobie
na dobre
jak w wierszu
w którym
podmiot liryczny
miłość
wyznaje
bez końca
zaczytałam się
w tobie
na dobre
jak w kryminale
gdzie winnego
zbrodni
na duszy i sercu
znajdujemy na końcu
zaczytałam się
na dobre
gdy gasną
reflektory
na scenie nocy
w najlepsze
trwa spektakl
dusza
hamletyzuje
tocząc
potyczki słowne
z rozumem
nie chce
być Julią
zaklętą
w gorzkiej miłości
czekania
rzuca z siebie
brzemię
odpowiedzialności
by konwenanse
nie opętały
w niej Lady
rozum
do głosu
dochodzi świtem
szaleństwo
Ofelii
musi obudzić
w sobie siłę
by zrobić
kolejny
krok naprzód
odchodzę od zmysłów
codziennie
od nowa
tracę równowagę
wśród
zobojętniałych
twarzy
pędzącego donikąd tłumu
nie widzę
sensu
kolejnego dnia
zakłóconego
ogłuszającym
krzykiem
tych, co niby
lepiej wiedzą
milczę
smakując
każdą chwilę
czuły dotyk
aromat
porannej kawy
świtem
wszystko od nowa
zapominam
lubię
z Tobą rozmawiać
nocą
w świetle
księżyca
myśli łagodnieją
szeptem
aksamitnym
z sensem
ukrytym
pod powiekami
potyka się
o myśli
obłudne
codziennie
rzucane pod nogi
jak kłody
od tych co za
i tych co przeciw
tych co się modlą
i co złorzeczą
na życie
śmierć
i drugiego człowieka
zadeptana
na darmo
wypatruje
ręki wyciągniętej
z pomocą
dla jednego
człowieka
to przecież
za dużo zachodu