poniedziałek, 21 maja 2012

Rachunek sumienia


stojąc nad przepaścią
niedorzeczności
robimy rachunek
sumienia


wyliczamy na szybko 
dobre uczynki
choć diabeł i tak przerobi je
na piekielny bruk
zapominamy grzechy
by anielski chór
choć refren nam poświęcił


ostatnią siłą woli
toczymy walkę
dobra i zła
serca i rozumu
kłócimy się ze światem
o sens życia


szukając odkupienia
przebaczamy wrogom
ogrzewając się 
myślą o przyjaciołach


znów rzucamy się
w wir absurdu
codzienności
by własną słabość
przekłuć w siłę

niedziela, 20 maja 2012

Gniew

W gniewie
najprościej rzucać
kłody pod nogi
to doskonali
obojętność
uczy złośliwości
potęguje
brak szacunku
cierpienie innych
przynosi ulgę
nie pozwala na litość
jest żądne krwi
niszcząc
nie zwraca uwagi
na błaganie
zgiętych kolan




sobota, 19 maja 2012

Bezsenność

na przekór snom
wędruję
w głąb nocy
do krainy
myśli
marzeń
przed siebie
aleją
pełną gwiazd

piątek, 18 maja 2012

* * *


przyjaźń 
pozwala na wiele
czyta w duszy
jak
w otwartej księdze

wie, jakiego
użyć zaklęcia

by świat 
w jednej chwili
stał się rajem

pokona ból
jednym uśmiechem
zapisze szczęściem
kolejne wspólne tomy
prawdziwie
szczerze
bez mydlenia oczu

czwartek, 17 maja 2012

* * *


zabłądziłam 
wędrując
krętymi
drogami życia



znalazłam się 
po drugiej stronie 
widnokręgu
gdzie tęcza
ma swój koniec

a niebo początek


tam wspięłam się 
na chmurkę
by pobujać w obłokach
było mięciutko
błogo
i nieziemsko


i właśnie brak
gruntu po nogami
kazał mi wracać
na ziemię


rzeczywistość choć trudna
jest bezpieczniejsza
od marzeń

środa, 16 maja 2012

* * *


niewidzącymi oczami 
patrzę na świat
chcę dostrzec
w nim dobro

a przede mną
tylko

kamieniste drogi
dni przepełnione
ludzkim cierpieniem

płoną lasy
wieją huragany
rwące fale
zabierają życie

upadają rządy 
dyktatorzy
płaczą w ukryciu

rodzi się nowe

wtorek, 15 maja 2012

* * *

Nocami
gdy zmęczone
miasto śpi
pustymi ulicami
po dziurawych chodnikach
ciemnymi zaułkami
spacerują
udręczone dusze
w podartych butach
powoli

z bagażem dni przeszłych
bez teraźniejszości

bez wiary
w przyszłość
idą drogą w nicość
byle do rana
myśląc, że
tak musi być