wyszedł w pośpiechu
bez słowa
na mróz
trzasnął drzwiami
zdecydowanym krokiem
zadeptał miłość
zostawiając
na śniegu
ślady
cierpienia
niezrozumienia
samotności
śnieg wspomnień
zakrył brudny świat
błyszczącym puchem
miękkim
białym
między płatkami
schowały się
bitwa na śnieżki
samotny spacer w blasku księżyca
chłodna kora dębu
do której tuliłam twarz
spadając
topnieją na ciepłych dłoniach
i zamarzają na rzęsach
jak kryształy łez
zazdrość
rozsadza im skronie
gniew przepełnia serca
zawistni ludzie
szepczą za plecami
depcząc szczęście innych
to najtańszy sposób
wyrażania uczuć
sprawiając ból
zapominają policzyć
jak duże odszkodowanie
zapłacą swojej duszy
zranionej bezsilnością
wobec sukcesu innych
echo spadających liści
przywiało zimę
białe płatki
opadły na świat
kryształowym mrozem
namalowały śnieżynki
by pielęgnować je
jak wiosenne kwiaty
wyziębione serce
rozpali wspomnieniami
niebo przegląda się
w lodowym lustrze
jeziora
tęskniąc za latem
jak ja za Tobą
dusza
choruje na smutno
od głowy aż do stóp
przeszywa bólem
całe ciało
zalewając je potokiem łez
odbiera chęć istnienia
wpędza nas
w rozpacz
zwalniając oddech
buduje mur
ze złości i smutku
za nim zostaje
sens życia
człowiek jak drzewo
potężne, trwałe
silnymi korzeniami
przywiązane do ziemi
w puszczy
oddycha pełną piersią
rozkwita
trzepocząc na wietrze
zielonymi listkami
w miejskiej dżungli
usycha
bez szans na deszcz
liście opadają
gubiąc w tłumie
podeptanych ludzi
umierają
w jesiennej szarudze
i tylko pamięć o nich
obrasta stare drzewa
jak mech
pełen nadziei
na odnalezienie
sensu życia
po kruchym lodzie
stąpam boso
w stronę twoich ramion
mróz
maluje gwiazdy
na szybie
blask księżyca
rozświetla drogę
do ciepłego oddechu na szyi
aksamitnego dotyku
gorących pocałunków
słów czule
szeptanych
by zamarznięte łzy
roztopiła miłość