przed zamkniętymi drzwiami
stoję i kołaczę
chcę
ostatni raz
zachłysnąć się
powietrzem
i zgasnąć powoli
jak gwiazda
niech zapomni
o mnie świat
bo
wszystko już było
ostatnia łza
uczucie szczęścia chwilą
upadek w przepaść
by przezwyciężyć opór wiatru
krzyk w bezkresną otchłań
nie będę udawać siły
której już nie ma
ból istnienia zatacza krąg
zniknąć - takie pragnienie
czasem strach
że zabrakło w tym nas
a czasem nienawiść
przed zamkniętymi drzwiami
stoję i kołaczę
klucz do nich zgubiłam
odchodząc w niepamięć
jak łza
której nie dojrzy świat
i moc wyznania
że już nic mnie tu nie trzyma
mrok obejmował
ziemię ramieniem
miał ją w posiadaniu
aż do świtu
gęsta jak smoła
czerń nocy
oblepiła
bezsennością
czekałam
na życiodajne słońce
rąbek gwiazdy
wynurzał się z rzeki
potężniał
wznosił się coraz wyżej
z minuty na minutę
stawał się świetlistym życiem
sensem bytu
wschód słońca
poświata człowieczeństwa
tli się marną iskrą
wkrótce spłonie
cierpienie
złość nad nami panuje
dobrego świata
już nie ma
puste są słowa
puste przekleństwa
ciężaru życia
nie udźwigną dłonie
rozrywa serca z bólu
wszechwiedza
w studni głupoty
żyje się tak
jakby się wcale
nie żyło
ogarnięci lękiem
patrzymy na białe całuny
myśląc o przeżyciu
wokół pustka
dosięga dna
i tylko na czarny kir
spływa smutków łza
Syria 2013
próżność
zaczarowana
bańka mydlana
unosi się
nad głowami
żądna podziwu
wiatrem pochwał
gna przed siebie
na oślep
w zderzeniu z przeszkodą
pęka
bez słowa
wstydem malowana
cisza
wybrzmiała
liści szelestem
chowając się
za chmurę
szeptem
wywołuje deszcz
krople spadając
krzyczą z rozkoszy
opadając
na dywan traw
z bezsilności
rzuciłam
kamieniem w niebo
zbiłam gwiazdy
upadając
na bruk
spopielały
codzienną troską
zamiotłam
je pod dywan traw
potokiem łez
podlałam miłość
niech kiełkuje
ślepo skręcam w nicość
uciekam
nad pracą skupiona
w drewnie
grafitem
zaklętym tworzę
ogranicza
mnie wena
serca talentem