sobota, 14 grudnia 2013

* * *

zapal płomień świecy

wzywają nas rany 
i groby
jak chrzęst gąsienic
po asfalcie 
za oknen 
pewnej grudniowej nocy

boli 
każde rodaka serce
nie chce się zabliźnić

tam
gdzie zamiast raju

panuje piekło
tam jedynym pragnieniem
kromka chleba 
i kropelka godności
dla ojca 
dla matki

tam jedynym obrazem
ziemia
przesiąknięta krwią
żałobny lament
tych co zostali

każdy dzień
jest walką o przetrwanie
tam ludzie w potrzebie

zatrzymaj się na chwilę
zastanów
pokłoń się braciom
by zmienić nas
aby wszystkiego nie stracić

piątek, 13 grudnia 2013

* * *

w plątaninie myśli
słowa tracą sens

racje
jak ostrze
fakty tną na pół
wbijając sztylety
w niedopowiedzenia

prawdzie
sensu nada 
milczenie

czwartek, 12 grudnia 2013

* * *

w ciszy sumienia
rachunek krzywd
zlicza ból
i wylane łzy
podsumowuje
blizny ran

czuły dotyk
pocałunki szeptu
spacer wśród gwiazd
nie bilansują 
strat

przeszłość 
z teraźniejszością
zostawiają manko
na przyszłość

środa, 11 grudnia 2013

* * *

zimą 
w zaspie 
twoich ramion
otulam się
śnieżycą pocałunków
przywołujesz wiosnę
wiatrem we włosach
gonisz 
słoneczne promienie 
lata
burząc zamki 
z piasku
zasypujesz je
szelestem wspomnień
zapisanych 
na jesiennych liściach

wtorek, 10 grudnia 2013

* * *

natchnienie
pisze by trafić
sercem w serce

nie myli rymów
z jękiem zawodu
błędnych ogników
ze światłem latarni

nie pozwól hamować
swojego wiedzy głodu
bez niego zawsze
jesteśmy marni

obłuda ludzi sięga zenitu
przy niej Himalajów szczyty
to pagórki jedynie
cierpliwość porządku
sięga limitu

gdy się wyczerpie
przeminie
nicią pajęczą krępuje
i trzyma mocno
zmysły na usługach
rozbiorców
by w sercu winę
rozbudzić

natchnienie stawia
jedno zwykłe zdanie
jak wiersz 

poniedziałek, 9 grudnia 2013

* * *

w zmarzniętej pięści
zamknięta godność
w tłumie serc
walczy 
o wolność

na barykadzie sumień
wiatr historii
smaga ją biczem

przyszli
ciężkimi buciorami
zadeptując nadzieję
na rozkaz
strzelają do braci
walczących o chleb

niedziela, 8 grudnia 2013

* * *

przychodzisz bezszelestna 
przerażająco 
okrutna i cicha

niezapowiedziana 
nieproszona
z wiatrem 
tańczącym
dziwnego walca


zapraszasz 
by świat przemierzać
ma białych obłoczkach

razem raźniej spacerować
bo się nie zagubię 
wśród puszystej bieli
bo się nie przewrócę 
gdybym się potknęła
na lodowej krze


razem milej 
po chmurkach pobiegać
pośmiać się do łez 
i sobie żartować

rękę podam tobie
kiedy będzie trzeba
ty mi uśmiech w zamian
a ja ci dwie śnieżki