o pół oddechu
przegrywasz
z przeznaczeniem
brnąc pół kroku
za daleko
w przeszłość
bez przyszłości
o pół wspomnienia
pustki
w spojrzeniu
w pół drogi
donikąd
odrywam
strzępy życia
od sensu
istnienia
marzenia usychają
odpadając
od myśli
błądzących daleko
nie zatrzymają
ich gałęzie ramion
sztywne od bólu
pękają i łamią się
rozczarowane
topią się
we łzach
umiera świat
część życia
ginie
w krętych
ścieżkach
obok
zakrętów trudnych
szukamy tożsamości
swego ja
zapatrzeni w siebie
nie dostrzegamy
innych
ulegamy wyborom
choć mogą nas zabrać
w złe miejsce
brudne ulice
pijane zaułki
przykrył
biały puch
niewinny
jakby chciał
wybielić
sumienia
tych na górze
i tych na dole
umilkł ptak
w klatce zamknął
swój śpiew
uciekł gdzieś
w bezruchu
zastygł piękny głos
nieszczęść
spłonął stos
i tylko cisza
w powietrzu
tulona bielą
śpiewała
o wolności
co pieśń ją zabiła
miłość
przecieka
przez palce
pośpiechu
zatraca się
w pogoni
za kolejną szansą
na lepszy byt
kalkulacja
chłodzi uczucia
zamieniając
serce w lodowe
kryształy łez
na dachu świata
stoi nieruchomo
smutek
na jego rozpostartych
ramionach
przysiadły kolejne
nieszczęścia
jak gołębie
znudzona miłość
odeszła
zbyt idealna
na codzienność
w pospiechu
zostawiła
niedomknięte drzwi
na przekór
przeznaczeniu
biegnę
pod wiatr
zadeptuje słowa
zagłuszam krzyk
gubię myśli
dobre
złe
łapię
drugi oddech