za kratami myśli
uwięziona dusza
spada na dno
tam, gdzie
anioły
smutek
obezwładnia
skrzydła
do bólu
a rano znów
będzie trzeba
żyć
od nowa
samotny
zatruty
czarnymi chmurami
czas
spojrzał
na pustą
od rozkruszonych łez
ziemię
w oddali
szedł
człowiek
mały tchórzliwy
zadumany
bez śladu życia
nieznający
już głosu
własnego sumienia
jego
mroczna dusza
rozdarła
mu serce
i znikł wraz
z bezcennym
ostrożnym
uśmiechem
targany
wiatrem
uleciał ku górze
uniósł
się nad ziemią
by zaraz opaść
i wznieść się
ponownie
tęczą
przyzdobiony
motyl
opętał
wszystkich
urodą
i padł wśród
traw
kończąc
swój żywot
uleciała ku górze
dusza motyla
brodząc skrzydłami
w nicości
wieczny
nieświadomy
swej mocy
płaczesz
tyle krzywd
wyrządzonych
w świecie ludzi
prawd ukrytych
w jaskiniach kłamstw
śmierci i głodu
nadając
sens słowom
dajesz
nadzieję na
godne życie
utkany miłością
nadziei
biegniesz
zatłoczoną
szarą ulicą
spodziewając się
że ósmy
cud świata
będzie trwał
niestety
podążamy
do ziemi
pełnej
zapomnianych nagrobków
obrośniętych mchem
szukałam wolą
szukałam życiem
czarodzieja
a on zawsze
błądził trzymając
mnie za rękę
zawsze zawodził
szukałam
go w wyobraźni
nic nie mówił
był taki cichy
uciekał
by w dzień pomagać
mimo gniewu
przez sny
i zapomnienie
w myślach
w lękach
przez wspomnienie
szukam znów
mojego czarodzieja
nie rzucaj
w kąt
miłości
niechciana
potłucze się
na kryształy
łez
nie zatamujesz
ich krwotoku
w pośpiechu
odwracasz wzrok
uważaj
możesz się
o nią
potknąć
na powiekach
cudzego snu
zasypiamy powoli
unosząc się
nad marzeniem
w zwiewnej sukience
przekraczasz
niebieską bramę
do życia
które chcesz mieć