w lustrze nocy
odbija się
szkic duszy
kontury szczęścia
rozmazał czas
gasząc
uśmiech
głęboką zmarszczką
wyblakłe źrenice
nie widzą
wyraźnie
zarysowanego
horyzontu
i tylko
serce kołacze
się w takt
letniego
wiatru
łapiąc
światło
jak nadzieję
noc
kłuje myśli
sztyletem
księżyca
podarte
w pół słowa
układają
fałszywe
obrazy
wyobraźni
dusza
w letargu
zawisa
gdzieś
między gwiazdą
a przenaczeniem
twoja gwiazda
spadła
na ziemię
rozpaliła
ogień w kominku
osuszyła łzy
czułością
otuliła
drżące serca
a potem
jak podróżnik
znalazła
drogę
kupując
jeden bilet
w jedną stronę
ból
wyświetla
wspomnienia
jedno
po drugim
łzy płyną
śmiechem
perlistym
serdecznym
jak płomyk
w twoich oczach
zgasł
za wcześnie
rzucając cień
na sens walki
o każdy
kolejny dzień
beznadziei
marzenia
uwięził w sieci
ciemności
by wyryć
je na marmurze
serc opuszczonych
droga nasza
długa
usłana
chwilami
na ołtarzu
martwym
i zimnym
w pozłacanych
ramach obrazu
ona
w zwyczajny
dzień
jakich wiele
skrywała łzy
biły dzwony
za płotem
szczekały psy
ogrody pachniały
rumiankiem
i miętą
jakby cieszyły
się tymi
chwilami
których jeszcze
nie ma
niewolnicy
własnych wyborów
spętani
konwenasem dnia
zatracamy
się
od rana
gubiąc
w pośpiechu
resztki
szaleństwa
w raju
utraconym
nie ma miejsca
na wątpliwości
zza ściany
piekła
wieje chłodem
realizmu
w pustce
oddycha się
najlepiej
w oczekiwaniu
na marzenia
można rozwinąć
skrzydła