umówiła się
z życiem
na później
w pośpiechu
dzwoniąc
że nie zdąży
przełożyła
dni i noce
za sprawy
niecierpiące
zwłoki
rozminęła się
z marzeniami
stojąc w korkach
obojętnego tłumu
pospieszającego
sens klaksonem
łapiąc oddech
wykasowała
emocje
esemesem
utkana z lęku
samotność
w zaułku nocy
szuka
schronienia
przysiadła
przy księżycu
nieopodal
marzenia
sen
zburzył
jego sens
nagłym
przebudzeniem
wiatrem zdmuchnął
opiłki gwiazd
aż do świtu
uprzątnijcie
gruzy
poprzednich
stuleci
pozbierajcie
popioły
poprzednich
epok
nie
naginajcie świata
do własnych
celów
stań przed
trybunałem
potępieńców
oni zniszczą
twoją
dobroć
bo życie
to surowy
sędzia
zniechęcona
robi
kolejny krok
w przód
w tył
w bok
gdzie pójdzie
nie ma znaczenia
to ciągle
ten sam
punkt odniesienia
w drewnianych
ścianach
cisza
z krzykiem
mieszają obrazy
setki
twarzy
tysiące
dni
nieudane
falsyfikaty
ludzi prawych
nadzieją
przestrogą
przyszłość
obnaża się
światu
chce
zamknąć
usta
wykrzywione
przestać
być
człowieczeństwa
plagą
i odzyskać
dusze
zatracone
od zaraz
nad przepaścią dnia
zawieszeni
szukamy
drogi odwrotu
robiąc
krok do tyłu
stajemy
na progu nocy
tam szybciej
mija czas
łatwiej
jest zacząć
żyć na nowo
spojrzeniem
dotknąć bólu
gdy mgła
wspomnień
zabija czas
od nowa
tak trudno
przeniknąć
ranę duszy
na wskroś
tylko
jedną łzą