pod starymi dębami
siedzą mędrcy
czas przemija
minuty
stają się godzinami
miesiące - latami
wieki
siedzą bez ruchu
myślą
twarze poorane
w oczach
gasną iskierki
a świat
staje się
nieprzystępny
zbyt wielki
twarze
spoważniały
i tak w ich bólu
przeminęło życie
i teraz świat
cały pod dębem
siedzi
następne tysiąc lat
w nienawiści mroku
zamieszkała
bezradność
uwiła gniazdo
znosząc do niego
złe emocje
niedopowiedzenia
i strach
zastygła
czekając na gest
pojednania
pierwszego kroku
nie zrobi
by nie potknąć się
o porażkę
szczęściem
serce osierocone
zwalnia
by mieć czas
na spotkanie
z bólem
i zamyślenia
z łez płynące
aż do zatracenia
pamięci
gdy ból
opuści serce
osamotnione
bije wolniej
pustka
ma czas
ubrana tylko w dotyk
przeglądam się
w lustrze
oczu zamglonych
czułością
przebieram w myślach
sukienki
utkane z pocałunków
ozdabiam je szeptem
zapamiętanym
i wędruję po obłokach
aż do bram
arkadii
spopielał świat
choć jeszcze wczoraj
tętnił kolorem
bo dobra
ciągle w nim
za mało
popękał
na biel i czerń
na fałsz i prawdę
krzyk zamilkł
bólem podszyty
sens zadeptany
buciorami
dogorywa w błocie
obietnic
wyszłam z mroku
w noc
błyszczącą
labiryntem światła
prowadzona
znalazłam drogę
do świtu
pobielone ścieżki
zadeptane
pośpiechem
kusiły mroźną
tajemnicą
puch
skrzył się
w bladych promykach
tnących niebo
jak brzytwa
trzeba czasu
by poskładać
kawałki
życia
porozrzucane
po dniach
i nocach
z puzzli ułożyć
uczuć głębię
nie gubiąc
żadnego z nich
z mozaiki gestów
stworzyć
obraz pamięci
i trwać