myśli osaczone
wpomnieniami
budują azyl
jasne dni
otulone słońcem
promienieją
w pamięci
ciemne chmury
zalewają je łez
ulewą
myśli ciążą
jak wyrok
który trzeba
odsiedzieć
w samotności
w labiryncie
życia
szukam siebie
wśród gąszczu
obcych twarzy
wśród zgliszczy
wspomnień
zapisanych
na spalonych
kartach
zgubiłam tożsamość
zatrzęsła się ziemia
od gromów złowrogich
niebo spłynęło
strumieniem łez
płynęły
rynsztokiem
oczyszczając dzień
z brudu i złych emocji
wiatr odkurzył ulice
z beznadziei tłumu
opustoszało
tylko
kropli było
coraz więcej
wyśniłam
na jawie
sen bezsenny
pod powiekami
skrywając
obrazy
nienamalowane
nad ranem
bezszelestnie
ucieka
spod parasola rzęs
by powrócić
miasto umarłe
duszami
starych ludzi
z brukiem
na ulicy
z rozstawionymi
kramami targu
gdzie kupisz
i sprzedaż
książki
parasol w kratkę
gramofon
świecznik
i starą szpicrutę
sumienie wytarte
z opisem
zużyte grzechami
za winy
twoje
i całego świata
miasto z betonu
w swojej bierności
zmusza zegar
do wybicia
kolejnej godziny
nieszczęśliwej
gdy ból rozrywa
duszę na strzepy
lustro duszy
zamazuje obraz
patrzymy w dal
nie widząc
tego co
na wyciągnięcie dłoni
w ciszy
słyszymy dźwięki
niewypowiedziane
składając myśli
z okruchów szczęścia
tkamy pajęczą nic
nadziei
między
łzą a łzą
komponujesz
suitę emocji
skrajnych
bemole rozpaczy
przyprawiają
o dreszcze
napięte
struny duszy
między
uśmiechem a uśmiechem
nuty
krzyżują się
radośnie
na partyturze
marzeń spełnionych