skostniałam
łamiąc serce
w myślach
lodem skutych
wspomnienia
opadają
płatek po płatku
zamrażając
sens życia
bez celu
świat
odarty z ideałów
wymoszczony
kłamliwą propagandą
smutny
krwawy
zawistny
paraliżuje
człowieka
niezdolnego
do tworzenia
sterowany
przez panów
cywilizacji
wyrywa się
rusza pod prąd
w nieznane
ale z godnością
przodków
napisać życie
od nowa
cynicznie
dzień po dniu
porażki i decyzje
decyzje i sukcesy
radości
smutkiem przyprószone
łzy oprawione
diamentem
obecności wszystkie
i nieobecne chwile
a cieniom
nadać kontury
nieodchodzące
milcząca
przysiadła się
na chwilę
osamotniona
patrzyła przed siebie
nie widząc
uciekającego czasu
jak ślepiec
po omacku
dotykała wspomnień
zziębnięta
rozcierała w dłoniach
iskierkę nadziei
zbiera siły
by jutro
rozpocząć walkę
o siebie
błoto rzucone
w twarz
kamienieje
jak Golem bez duszy
twardnieje
osaczając myśli
pulsujące w tętnicach
gniew
rozsadza skronie
siłą walki
skorupa kruszeje
stopniowo
rozpada się
w pył
wiruje
pustynną burzą
oślepiając tych
co pierwsi
złapali za kamień
pogubiłam
dni szczęśliwe
goniąc wiatr
pomiędzy
godzinami
chłodu i gorąca
emocje opadły
jak liście złote
topiąc smutki
w kałużach łez
blade płomyki
pocięły niebo
nadzieją
za horyzontem myśli
kiełkuje świadomość
pustki rozległej
od ściany do ściany
ciszę rozcina
brzytwą słów
znacząc
tropy zdarzeń
nieuniknionych
dzień po dniu