zamieszkałam
na strychu wspomnień
by uciec
od codziennych
spraw i trosk
porcelanowe
bibeloty pamięci
studzą nerwy
pluszowe łapki
koją tętniące
skronie
myśli
zatrzymują
się powoli
oczyszczając duszę
w labiryncie życia
droga nasza
w deszczu i wietrze
w labiryncie
spraw własnych
mijamy się
i zderzamy
biegamy
i przystajemy
czasem rozmyślamy
w labiryncie
namiętności
pogubieni
sentymentalnie
szepczemy
o miłości
niezwyciężonej
a czas pędzi
nie zwleka
pełen
naszych trosk
tęsknota
tka misterną
pajęczynę myśli
buduje ścieżki
w cztery świata
strony
przeszłość
plącze z przyszłością
teraźniejszość
dzień po dniu
wiąże supełki
niepamięci
by nie stracić
krotochwil szczęścia
między
bólem a istnieniem
przechodzi
cienka
granica strachu
jak poszarpana lina
dryfuje
na wietrze zmian
trudno
zachować równowagę
robiąc krok wprzód
cofamy się o dwa
ból narasta
z dnia na dzień
cisza
potęguje wybór
istnienia
znalazłam schronienie
w ramionach nocy
wszystkie
sprawy zamknięte
u schyłku dnia
poukładane
jak książki
na półce
otulona
kołdry czernią
słucham
kołysanki gwiazd
spokojna
szukam obrazów
pod powiekami
wspomnienia
potęgują dotyk
i oddech na szyi
arlekin
pokochał kolombinę
samotny i wściekły
w swym marnym
istnieniu
patrzył z daleka
i łzy ronił
suche
pozwoliła mu
śnić i marzyć
chwilę niedługą
i trwali tak
w miłosnym
uścisku
zgubieni
ich kochanie
przetrwa wieki
w kryształowym
lustrze
przeglądam świat
odchodzi
znika za horyzontem
jak dzieciństwo
pełne śmiechu
i młodość urzekająca
jak sen
lustro lśni
bez rys i skaz
odbija się w nim
szlachetność
dobroć
dojrzałość
wsparta
na ramieniu czasu
stąpam
cicho i ociężale
pełna melancholii
patrząc
w kryształowe lustro