stare zamczysko
otulone
murem wspomnień
zrzuca maskę
zwiastując koniec
maskarady
o północy
rozpostarło bramy
jak orzeł skrzydła
mostem zwodzonym
prowadzi nas
do niezdobytej
twierdzy
tam
marzenia mają sen
a błękitne ramiona
kołyszą do snu
ukochane serce
gdy myśl ucieka
zmęczona
pozostaje po niej
tylko ból
rozsadzający skronie
tętniący pustką
szuka ukojenia
w słowie
pisanym
przyszła pieszo
w płaszczyku
wiatrem podszytym
delikatna jak płatki róży
błyszcząca jak diamenty
z tysiącem zalet
o garścią wad
mądra jak wróżka
w bajkach
poważna jak skała
jest azylem
co pozwala przelatywać
dłoniom po niebie
jak ptak
sekundami przeżytej radości
w pośpiechu
wypitego dnia
uśmiechem
gdy trzeba walczyć
o każdy dzień następny
ramieniem
na którym zasypiasz
z czułością
zanurzam pióro
w kałamarzu łez
sympatycznym atramentem
na kartach niepamięci
kreślę ból
pożegnania
potokiem słów
płyną
muśnięcia duszy
rozterki serc
i tylko
księżyca blask
ujrzy żar
tych wspomnień
w gorączce
spalonego świata
uciekam przed życiem
zniszczonym w podświadomości
żyję
bo nadzieja
funduje mi radość
dryfującym marzeniem
zabłąkana troską
uciekam
przed płomieniami światła
ku przestrodze
zwężam drogi zaufania
by nie doznać
błędnego uczucia
sen
jest natchnieniem
kamienną zagadką
spisaną z myśli mej pamięci
zostawiam testament
który nigdy się nie spełni
losie czemu dręczysz
kując ludzi
zadajesz rany
dość skarg
dość zażaleń
przecież trwa mój sen
twardy jak skała
który obudzi wasz umysł
gdy będę już tylko wspomnieniem
niepewność
jak ruchome piaski
wciąga
z każdym dniem
głębiej
brniemy
coraz dalej
bez szans
na zmianę
tonąc
w ulicznym bagnie
nie mamy
siły
by walczyć