krople deszczu
uciekają z chmur
w pośpiechu
tworząc kałuże
na huśtawce życia
w przewiewnej sukience
moknę
otulając się wiatrem
wspomnień
nim zapadnie zmrok
pójdę na spacer
przez ciemny park duszy
zapatrzona w strugę
słyszę tylko bicie serca
czy dzień taki jak ten
istnieje tylko między
kroplami fantazji?
bezradni
budujemy
wysoki mur
by ukryć za nim samotność
poranioną duszę
i umęczone serce
ogrzewając się chłodem
niesprawiedliwości
zbieramy siły
do walki
ubezwłasnowolnione zasady
giną od trucizny
podawanej co dnia
karmią się łzami
czekając na ratunek
nosząc w pamięci
początek i koniec
w błękicie chmur szukamy ukojenia
krzykiem rozdzieramy niebo
by złote promienie
dodały nam odwagi
przy przejść kolejną
gorzką lekcję życia
choć dojrzała
i zmądrzała
to nie spowszedniała
mimo poświęceń
i niewoli
nie straciła niewinności
przetrwała zwątpienie
pełna rumieńców
wróciła do nas
miłość
trzeba było na nią zapracować
bez kłamstw i kłótni
rozsądkiem i wytrwałością
czułością i troskliwością
trzeba było być razem
choć z dala od siebie
i kochać milcząc
jesteś jak stuletni dąb
gdy dzień
chyli się ku kresowi
dookoła pustka
tylko szmer liści
słońce cię otula
promieniami
księżyc żegna
srebrnym pyłem
ciemno
cisza wypełnia pustkę
z głową
wpatrzoną w niebo
widzę zbiór gwiazd
drogę mleczną
polarne skry
wyznaczają kierunek wędrówki
do twojego serca
nie zamykaj furtki
idę
świat to tylko iluzja
złudnych marzeń
i wspomnień
niebo szarzeje
w poszukiwaniu sensu życia
zatapiam się
w tej mgle
sama muszę
stawić czoło tęsknocie
dlaczego
wszystkich dziwi
że mój świat ma być kolorowy
przyjazny dla ciebie i dla mnie
gdy doczesnych spraw obłęd
otacza nas mrokiem
wplatana w nić strof
wciąż nie wiem dlaczego
nie mogę znaleźć sensu
w teraźniejszości
lodowe spojrzenie
wznieca pożar
duszy
temperatura słów
mrozi serce
zobojętnia ciało
chłód rozsądku
rozpala tęsknotę
za szczęściem
przyszła sama
niezauważona
usiadła w kącie
milcząco
przyglądała się nocy
okryta czarną satyną
błyszczała
jak gwiazda
promieniowała
brokatem gwiazd
kryjąc pod nim
aksamit smutku
przytłoczony codziennością
pełną rozpaczy
bólu
obojętności
budzą się przed świtem
ubierają w troski
z najnowszej kolekcji
i wychodzą w miasto
wtedy nadzieja
musi wyjść z kąta
bez niej
nie wstanie słońce