jesienna mgła
białym tiulem ramion
objęła serca
sobie przeznaczone
szeleszcząc
dywanem liści
szukali marzeń
brunatnym złotem
przykryte runo
skrywa szkatułę
wspomnień
głóg czerwienieje
na myśl o nich
szukam siebie
idąc przez życie
boso
codziennie
dotykam rzeczywistości
w kusej sukience
na wysokich obcasach
patrzę na ciebie w lustrze
idę przez pokrzywy
krętymi ścieżkami
słuchając głosu serca
nie przeszkadza mi
chłód nocy
kiedy świt nadchodzi
kropla deszczu przeraża
a gorycz słońca dusi
jestem jak ptak
który chce zmusić się do lotu
może życie mnie zaskoczy
jeszcze
deszcz monotonnie
o szyby dzwoni
łzami karmiąc
kałuże
las płonie
zmierzchem jesiennym
szeleści liści
wspomnieniem
z dala
od smutków
spaceruje zaduma
w płaszczu
z pajęczej nici
utkanym
stoimy na rozdrożach
ku niebu tęsknie
wznosimy twarze
wśród trudów życia
sępy krążą
nad naszymi głowami
szukamy szczęścia
przynosząc smutek
kruki wydziobują
nasze oczy
bo kolan nie zginamy
przywdziejmy
żałobne stroje
dumę odstawmy w kąt
kierujmy się rozumem
przeszłość
to ciężar przyszłości
który przygniata
teraźniejszość
przytłacza myślą
kaleczy duszę
zatapia smutki
rozdzierając
karty wspomnień
zostawia miejsce
na nowy rozdział
zjawiłeś się
w chłodny dzień
gdy szukałam sensu życia
piłam
z kielicha goryczy
wznosząc toast
za nadzieje
i smutki
stałeś się wiosną
choć szron okrywał drzewa
kawałek błękitu
odebrany niebu
rzucony niedbale
przed siebie
pachnie deszczem
beztrosko
biegam po kałużach
z drzew spadają krople:
czerwona
pomarańczowa
żółta
zielona
błękitna
niebieska
fioletowa
jest
znalazłam
ósmy kolor tęczy
to ty