kolejna kromka
chwil niezapomnianych
znika
karmi się duszami
każdym
spotkaniem spojrzeń
uśmiechem
pocałunkiem
o szczerym
terminie ważności
żyć
poczuć swoją pełnię
rezygnując
z drogi ciemnej nocy
egoistycznie
w natłoku szarości
odnaleźć swoją
wieczną gwiazdę
iść odważnie
z zapaloną
wiecznym ogniem
pochodnią
ciepłego zrozumienia
zawsze tam
gdzie
ty
czy
nadal istnieje
w świecie egoizmu
bezduszności serc
miejsce na ciepło
i nadzieję?
czy
wszystko się odmieni
nabierze blasku
i rozkwitnie paletą barw?
zbyt wielu złych
i nieczułych ludzi
wiele pesymistycznych myśli
które ogarniają świat
sprawiają
że staje się
pełen nienawiści
zbyt wiele słów przegranych
za które
żałujemy
gdy jest już za późno
zbyt wiele...
przemierzając
wiele dróg
depcząc ścieżki
zapomniane
zbliżymy się
do starych drzew
korzeniami trzymającymi
wyciągnięte dłonie
smakując
wolność wiatru
delikatnie kołyszą
ich koronami
uderzając w serce
zaciśniętą pięścią
szukamy
źródła mocy
przemierzając
autostrady czasu
spójrzmy na świat
zróbmy
rachunek
z upływających dni
ludzkiej bierności
z niewidzących oczu
opada kurtyna
odsłaniając
prawdziwe intencje
fałszywe gesty
uczucia grane
na poczekaniu
na szybko
dla zysku
na pustej scenie
zostaje żal
i plama
słonych łez
i tylko braw
nie słychać
zamknąłeś mnie
w obojętności
swoich oczu
dalekich
jak ocean
dryfujemy
w objęciach
nocy
szukając
portu przeznaczenia
wspomnienia
rozbijają się
o skały gwiazd
błyszcząc
światłem iluzji
niepewnym krokiem
przychodzi jutro
powoli
przenika
kolejne minuty
nocy
nie potrafi ukryć
niosącego bólu
i łez
które wypuszczają pąki
nagich drzew
i tylko wiatr
już nie krzyczy: boję się
szumem zagłusza strach
i szturmowy krok
wojskowych butów
odwracam twarz
do słońca
by nie widzieć
deszczu łez
uciekam przed wiatrem
by nie słyszeć
świstu kul
przytulam się
do drzewa
by chłonąć
jego siłę
zrywam pierwsze kwiaty
dla tych
co zginęli
za kratami strachu
szukam wiosny
chcę boso biegać
po rosie
nie chcę utonąć
w jeziorze krwi