świat przeraża
jego obcość
i dzikość
wywołuje
paniczny lęk
w skroni
pojawia
się tępy ból
sprzeciwu
wobec rzeczywistości
wlewa się
do gardeł
ociekając
jest cichy
jak krew
w żyłach
napełniona
po brzegi
chmurnością
nie potrafię
się odnaleźć
w zgiełku
ulicznych kłótni
za rogiem
gubię
wątek istnienia
między
słowem a słowem
prowadzimy
dialog dusz
niewypowiedziany
przeglądając się
w spojrzeniach
które mówią
za dużo
wyszła
bez słowa
w pośpiechu
zabrała
tylko samotność
ulubiony szal
i parę wierszy
po cichu
zamknęła za sobą
drzwi
zostawiając za nimi
szafę
stół
niedopitą kawę
i ciszę
zawieszoną
nad progiem
do starej walizki
spakowała
garść wspomnień
i sukienkę w kwiaty
wróci do nich
wiosną
beztroskim stukotem
obcasów
wypukłości czasu
odbija
w oczach przestrzeni
strach
wiatr
rozwiewa myśli
o egzystencji
jego podmuch
rozwiał
wszelkie nadzieje
zadziwieniem
czaruje świat
pełny listopadowego
zamyślenia
by światło
świeciło
coraz mocniej
szarobura
rzeczywistość
w odcieniach
grafitu i asfaltu
w nasyceniu
betonu i smutku
przechodnie biegnący
do celu
bez celu
nigdzie
w labiryncie
zdarzeń pogubiona
walczy
o przetrwanie
snuje myśl
za myślą
jak Ariadna
swoją nić
szuka wyjścia
z pułapki
codziennych
wyborów
zaplątana
w pajęczynie
konwenansów
błądzi
szukając
drogi
celu
sensu
i siebie
milczeniem
powiesz więcej
niż strumieniem
słów płynących
rynsztokiem
i rzeką pomyj
wylanych
bo wszyscy krzyczą
prawda i racja
barykadują się
ciszą
przed kamieniami
słów parszywych
zamilcz
choć władczo przemawiać
lubisz potokiem
kwiecistym
i mniej słów
tym więcej
treści
jesienią
gubię smutki
czerwone
- bólem naznaczone
żółte
- łzami lśniące
brązowe
- więdnące z tęsknoty
zielone
- nadal pełne nadziei
zadeptane
w pośpiechu
rozdarte i zdeptane
rozrzucam je
w parkowych
alejkach
i odchodzę