w korytarzu
dni i nocy
mijam
kolejne drzwi
niektóre skrzypią
wspomnieniem
inne jak
zabarykadowane
bronią dostępu
do tajemnicy istnienia
szukam tych
skrywających nieznane
prowadzących
do ciebie
tych pięknych
nie otwieram
nic za nimi
nie ma
nad ranem zapominam
aksamitny dotyk
twoich dłoni
między
snem a jawą
myśli
otulam szeptem
słów nocą
szeleszczących
zapamiętuję
obrazy
odbite w lustrze
twoich oczu
nim powieki
uniosę
ku słońcu
za dużo myśli
galopują
od nocy do świtu
za mało słów
by je wyrazić
ciszę
wypełnia gwar
wspomnień
planów
postmodernistycznej
zadumy nad sensem
i bezsensem
niewypowiedziane
nabierają
nowych znaczeń
w czterech ścianach
nocy
w letargu
dusza zawieszona
zapomnia oddychać
powietrzem
wolnym od trosk
zastyga wpatrzona
w przestrzeń
nieodgadnioną
dniem i nocą
ptakiem odlatują
klucze myśli
oblepiona
marzeń ceniem
nie może zrobić
kroku
w milczeniu
odchodzi
w zapomnienie
zostawiłam
za sobą
niedomknięte drzwi
może kiedyś wrócę
do marzeń
zaplątanych
w rozwianych
wiatrem włosach
do uśmiechu
po drugiej stronie
lustra
do gestów
zawieszonych
w pół słowa
do bliskości
dłoni splecionych
igrających
w półcieniach ciał
może kiedyś wrócę
nie zamykając
za sobą drzwi
z życiorysu
najłatwiej
wykreślić ludzi
zapomnianych
i tych co
zapomniają
tych co z buciorami
codziennie
i tych
co od święta
odkurzają pamięć
luki
wypełnią
ci co potrafią
chmury rozgonić
szczęściem
całkowicie bez sensu
patrzę na świat
oskalpowany
z ideałów
to epidemia
nonsensu
wlewa się
nam do gardeł
ociekając
jak krew
napełnieni
po brzegi
chmurnością
zdumieni szelestem
walczymy
o nadzieję