wtorek, 14 lutego 2017

* * *

pożyczyłam natchnienie 
od tych uśmiechów
zarysowanych czerwienią
i oczu zamglonych
szczęściem szeptanym

napełniłam nim duszę
by przelać na papier
myśli krążące
między 
radością a smutkiem
jak między
sensem a bezsensem
dniem i nocą
tobą a mną

a dług mój rósł
z każdym  
zapisanym słowem

poniedziałek, 13 lutego 2017

* * *

pustka 
oblepia duszę
niebezpieczną 
pajęczyną myśli

ostre 
jak brzytwa
słowa 
rozcinają noc 
na cienkie
tasiemki 
bólu i rozkoszy
radości i smutku

cisza
to złudny balsam
nie leczy ran
pozwala im trwać

niedziela, 12 lutego 2017

* * *

jak głuche 
potrafi być wnętrze 
karmione ułudą

tragiczne maski 
nakładane 
w zależności 
od potrzeby chwili

nieprawda 
skrywana 
w skroniach 
krew krążąca 
w sercu 
podobna 
do trucizny

fałsz nieczysty 
przerażająco 
realistyczny 
namacalnie dotkliwy

to krótkie ty
stworzone 
choć na chwilę 
to tylko ty
i twoje
kroki zmierzające
do piekła

w ten dziwny dzień 
lirycznie tajemniczy 
nierealistyczny    

sobota, 11 lutego 2017

* * *

otulona kołderką nocy
rozgrzewam serce 
skute lodem 
uczuć zagaszonych

ich płomień 
wypalił 
nawet drwa w kominku
zostawiając 
po sobie tylko
spopielałe ślady

gdzieś pod żarem
tli się 
jeszcze iskiera
tego co nienazwane

może rozpali duszę
albo popiołem 
pokryje myśli
niepokorne

piątek, 10 lutego 2017

* * *

już czas wyjść 
z tłumu
identycznych ludzi 
bezwzględnie 
posłusznych

uwolnić swoje myśli 
z więzów 
i konwenansów

dać głos tym 
którzy zostali 
go pozbawieni

księżyc 
oświetla blaskiem 
szeregi ludzi 
szukających rozwiązania 
innego niż ustalone

nie ma odwrotu
my tu - oni tam
na barykadzie nowego 
czekamy   

czwartek, 9 lutego 2017

* * *

zawędrowałam 
nad rzekę   
tam gdzie 
prowadził mnie wiatr

przystanęłam
przy brzegu
by zapomnieć

mróz szczypał 
w policzki 
a ona spokojna
samotna 
płynęła z prądem
niosąc ze sobą
ciężar lodowych łez

marzenia 
skute lodem
czekają 
na pierwszy promyk
słońca

środa, 8 lutego 2017

* * *

we mgle
niedomknięte 
okno trzeszczy
jak groźna 
bestia

chłodny wiatr 
szarpie ciała 
wygłodniałym 
podmuchem

szyderczy śmiech 
czai się za drzewem 
nicości

okno zatrzasnęło 
swój pysk
wiatr ucichł 
speszony
śmiech zniknął 

ból istnienia 
zatacza krąg

pozostawiając 
rozpacz płynącą 
po śmierci