ciemniejsza strona
mojej duszy
nabiera blasku nocą
w koronkowej zbroi
nabiera mocy
dotykiem
wyznacza mapę
do tajemnicy
istnienia
szeptem prowadzi
niebezpieczną grę
bliskość
łagodzi walkę
ciała tańczą
w płomieniach księżyca
by stać się
jednością
w lustrze nocy
odbija się
dzienny makijaż duszy
wytuszowana
czernią rzęsa
skrywa ból
pocieniowany
szarością dnia
rubinowy grymas
przygryza łzy
chłodem
zmywają z warg
palące fałszem
uśmiechy
i tylko wiatr
wyczesany z loków
nadal hula
w najlepsze
nienasycona
pokruszyłam czułość
jak chleb
miała wystarczyć
na dłużej
wiatr
rozwiał ją
na cztery świata strony
teraz
w samotności
karmię się okruchami
tyle zostało
w otwartej dłoni
niebo spochmurniało
zszarzało
nadmiarem trosk
deszcz
jest przyjacielem
obmywa duszę
z rozpaczy kurzu
chłodne krople
łączą łzy
w kałuże wspomnień
w liściach drzew
skryło się
tylko szaleństwo
wiatru
jestem
szeptem wiatru
tańczę na łące
w sukience
z babiego lata
utkanej
we włosy wpinam
barwne motyle
słoneczne pocałunki
układam w bukiet
zawieszam marzenia
na miękkim obłoku
malując na niebie
wspomnienia
na szachownicy życia
rozgrywam potyczkę
z duszą zbudowaną
z piekła i nieba
ogniem
rozpalam myśli
chłodząc emocje
delikatne
jak obłoczek
zatracam sens
w walce
dobra ze złem
szach - mat
i ból nie znika
czas stanął w miejscu
szach - mat
i wygrałam
kolejny dzień rozpaczy
śpiącą duszę
księżyc
otula ramieniem
srebrnym
promieniem światła
delikatnie
pieści skronie
pocałunkami gwiazd
obsypuje ciało
noc
jest czułym
kochankiem
ekstazą snu
przynosi ukojenie