czwartek, 14 sierpnia 2014

* * *

nie milkną dzwony 
pochwalne
obrzucających się
błotem
braci

wznoszą ręce
do nieba
a ty 
łamiesz je
wichrami
wojny

patrzą w górę
z nadzieją
a ty
nie dajesz
znaku
życia

czekają 
na chleb
bo kamienie
stępiły 
im smak

modlą się
o jutro 
bez zła
a ty milczysz

wierzą 
ze wszech miar
a ty
gdzie jesteś?

środa, 13 sierpnia 2014

* * *

gwiazda 
spadła na ziemię 

droga i cel 
jeden bilet
powrotu brak 

weszła do domu
miłość 
rozpaliła 
ogień w kominku

niebo 
utrzymywało gwiazdy
las 
przenosił słowa
deszcz 
omywał łzy
słońce 
dawało nadzieje

kamień 
spadł na drogę

gwiazda zgasła
wiatr 
tak chciał 
zdmuchnąć płomień 

zakrztuśmy 
się znowu 
naszą bezsilnością 
czerwieniącej róży 
która kolcami 
oplata nasze skronie 

ciągniemy 
w dół 
przepaścią jutra 
gdzie po lichym moście 
znowu będziemy 
się piąć 
każdy swoją 
ścianą

wtorek, 12 sierpnia 2014

* * *

słońce wschodzi 
czas zacząć
kolejną grę 
o brylantowe nic

życie
uwiera 
tak bardzo 

chce się wyrwać 
skoczyć 
z mostu bezsensu 
na łeb 
na szyję 

znowu 

zakłada  
gorset egoizmu 

jak ostatni krzyk mody

dla kogo 
to wszystko 

traci przestrzeń 
gubi czas 
na bliskość  

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

* * *

nie wierzę
że istnieje
delikatna 
pajęcza sieć 

oplatająca nas
gdzieś 
na przestrzeni wieków

wiarę
wiatr poniósł  
w górę

gdy wraca nad ranem 
zmęczona tęsknotą 
usypia głęboko

przykryta 
kocem smutku 
po uszy 
dokładnie 
w ciszy snuje 
się oddechem 
bezbarwnym 
bezkształtnym

czasem stuka 
w okna serca 
subtelnie 
uparcie 
jutro śpiewa 
nam kołysankę 
leniwie 
drżąco

zostawiła nam 
posmak nadziei 
i odeszła
a my nawet 
tego nie zauważyliśmy

niedziela, 10 sierpnia 2014

* * *

za murem cynizmu 
barykaduje się
tęsknota

uzbrojona
w lęk
przed brutalną
teraźniejszością

strzela
do świata
ostrą ironią

celnie

sobota, 9 sierpnia 2014

* * *

wychodząc z siebie
przyspieszam krok
by odejść 
jak najdalej

nie odwracam się
za siebie
nie rozglądam

tylko nasłuchuję
jak stukot 
kroków
cichnie w oddali

piątek, 8 sierpnia 2014

* * *

łza płynęła 
po szkle
zwiewnym tańcem 
ruchem zwinnym 
jak szept

błyszcząca 
niczym diament
z promieniami słońca 
zamiast oczu

perłowym 
uśmiechem witająca
w ciele 
bez serca
spłynęła
gasząc 
na zawsze 
płomień duszy