piątek, 7 października 2016

* * *

to ciągle za mało
by cieszyć się słońca 
promieniem
igraszką chmur
na bezkresnym niebie

to ciągle za mało
by liście barwą 
muśnięte
bukietem wspomnień
się stały

to ciągle za mało
by szczęściem 
kreślić myśli
podwójne
patrząc przed siebie
w tym samym kierunku

to ciągle za mało
by żyć

czwartek, 6 października 2016

* * *

noc 
kradnie kolejne
godziny
pełne myśli
zanużonych
w srebrnej ciszy

brokatowy pył
opada 
zbyt wolno
minuty mijają
jeszcze wolnej

a powieki
nie chcą otulić
błyszczących źrenic

środa, 5 października 2016

* * *

wiatr 
zerwał jej z głowy 
kapelusz trosk
goniła go między
kałużami
październikowych łez

zimny deszcz 
zmył skronie
pokryte 
bólem istnienia

zsiniałe dłonie
drżały z samotności 
szczęścia

kolorowe liście
jak wspomnienia
spadały z drzew
by zapomnieć 

wtorek, 4 października 2016

* * *

marność 
okryła blask 
codzienności

skąpana w odcieniach 
szarości 

w barwach 
najgłębszej czerni 
rozdziera 
światło na strzępy

zagubiona 
w brunatnych odmętach 
cierpi
zanurzona 
w smutku bezkresnym 
za życia 

obdarowana śmiercią 
dusza umiera 
w zapomnieniu

poniedziałek, 3 października 2016

* * *

podarła na strzępy 
swoje życie

solą żalu
wypaliła oczy
za kratami rzęs
uwięziona
pustka błękitu
powiększa
swój bezkres

zagryzione 
do krwi wargi
milczą
gdy dusza
z rozpaczy wyje

serce
cichnie
i bije już 
coraz wolnej

skruszona
jak lód
ogrzewa się chłodem

niedziela, 2 października 2016

* * *

nie policzę
już zgubionych 
w pośpiechu 
zachodów słońca
i mglistych świtów
pajęczych myśli
oplatających skronie

nie odzyskam
już widoków
przemykających 
za szybko
słów rzuconych 
na wiatr

zostały
korale kasztanów
jesienne liście 
bukiety 
mieniące się
czerwienią i złotem

sobota, 1 października 2016

* * *

są takie noce 
jasne i ciche
bez słów
bez myśli
bez wytchnienia

zastygają w letargu
lśniącym
srebrną nicią

zawieszone
między 
snem a jawą
rozciągają się
aż po horyzont