piątek, 14 lutego 2014

* * *

dziś
pozwoliłeś mi 
utonąć
w głębokim spojrzeniu

zaczarowałeś uśmiechem
wkradłeś się do snów
opanowałeś myśli

jutro
podarujesz mi oddech 
letniej bryzy 
westchnienia szczytów 
o świcie 
bukiet kaczeńców 
muśnięty sennym słońcem 

rozłożysz pod nogami 
chodnik 
nieskażony śladami 
ludzkich stóp 

pozwolisz zobaczyć 
ciszę 
posłuchać 
nicości 

zdejmiesz mi słońce 
Z błękitnych zawiasów 
złapiesz burzę 
w cienką 
pajęczynę marzeń 

razem 
zasmakujmy w miłości 
nawet jeśli to tylko 
kolejne słodkie kłamstwo 
w ustach życia

czwartek, 13 lutego 2014

* * *

wieczór  
pachniał fiołkami
rozpalał zmysły
zatracając się do cna

w spojrzeniu ludzi 
trzymających się
za ręce


w uśmiechu matki
bawiącej się
z dzieckiem


w łagodnym 
dotyku mężczyzny 
który pocieszał 
kobietę w rozterce

czuję nad sobą jakąś moc 
czy to nadzieja
złudzenie

podążamy innymi drogami 
ale na rozstaju 
spotkamy się 

mgła zakryła widoki 

wzniosę się 
kiedyś nad obłoki 
stamtąd mogę 
spojrzeć na świat 
jak ptak być wolną

czuć i nie czuć 
płakać i śmiać się 
jednocześnie

a wieczór 
pachniał fiołkami
rozpalając zmysły
do cna

środa, 12 lutego 2014

* * *

codziennie
bez pośpiechu
równym krokiem

po kamiennych schodach
idę w dół

raniąc myśli
rozrywając sens
na strzępy
widzę 
jak spala się
na popiół

ogień
koi ból
spokoju

świadomie 
oddalam się od nieba
by w chłodzie błękitu
nie tracić marzeń

wtorek, 11 lutego 2014

* * *

błądze
w mieście 
moich myśli 

o kilka przecznic 
za daleko 
o otwarcie drzwi 
za blisko

z modlitwą
by cię nie pochłonął 
ciemny zaułek 
burzliwego dnia

próbujemy dopasować 
obce przestrzenie

ścieramy
palce do krwi 
o ostre krawędzie 
ulicznych bruków

cementujemy 
każdy kamień 
w murze 
naszego schronienia 

z uporem maniaka 
wznosimy 
dom za domem 
ulicę za ulicą 
dzień za dniem 
by nie zburzyć nieba

poniedziałek, 10 lutego 2014

niedziela, 9 lutego 2014

* * *

stoję pod krzyżem
zza drzew 
podgląda nas świat

jakby od dzieciństwa 
nie przybyło nam lat

i tylko
droga prosta została
gdy krzyk modlitwy
kwiat bez korzeni 
rzucony w pogoń 
wraca odbity

nie licząc na świat
że los się zmieni

marmur pokryty 
miłością śniegu
boi się zacząć 
dziś wszystko 
od nowa 

znów wstać do życia
do tego biegu
wszak 
ostatnie słowo
należy do nas

sobota, 8 lutego 2014

* * *

na skrzydłach wiatru
przyleciała
pachniała
świeżością świtu
i wschodzącym 
słońcem

chciała zmienić
bieg zdarzeń
zakwitnąć na nowo

nadzieja

rozsądek
nie pozwolił
zabrnąć jej za daleko

spopielała codziennością

teraz tęcza 
między 
bielą a czernią
jak między 
dobrem i złem
iskrzy się 
srebrem łez